kategoria: Baca (20)
Dwoch juhasow znalazlo jeza i kloca sie o nazwe tego zwierzaka:
- To je iglok!
- To je spilok!
Przechodzil tamtedy stary baca i uslyszal sprzeczke. Podszedl i zawyrokowal:
- To nie je ani iglok, ani spilok. To je kolcok!
W Morskim Oku, w przerebli kapie sie baca.
- Baco, nie zimno wam?! - pytaja sie turysci.
- Ni.
- Cieplo?
- Ni.
- A jak wam jest?
- Jedrzej.
Wywiad z baca:
- Baco, jak wyglada wasz dzien pracy?
- Rano wyprowadzam owce, wyciagam flaszke i pije...
- Baco, ten wywiad beda czytac dzieci. Zamiast flaszka mowcie ksiazka.
- Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciagam ksiazke i czytam. W poludnie przychodzi Jedrek ze swoja ksiazka i razem czytamy jego ksiazke. Po poludniu idziemy do ksiegarni i kupujemy dwie ksiazki, ktore czytamy do wieczora. A wieczorem idziemy do Franka i tam czytamy jego rekopisy.
Turysta pyta sie gorala:
- Baco czemu ciagniecie ten lancuch?
- A co, mam go pchac?!
- Baco, co robicie, jak macie wolny czas?
- Siedzem i dumiem...
- A jak nie macie czasu?
- To ino siedzem...
Sedzia do gorala:
- Ile macie dochodow?
- Wysoki sadzie, do chodow to ja mom dwie nogi, ale obie kipskie.
Siedzi Baca na drzewie i piluje galaz na ktorej siedzi, przechodzi turysta:
- Baco spadniecie!
- Ni, nie spadne!
- Spadniecie!
- Ni!
- No mowie wam, z spadniecie!
- Eeee, ni spadne!
Nie przekonawszy bacy Turysta poszedl dalej. Baca pilowal, pilowal az spadl. Pozbierawszy sie popatrzy za znikajacym w oddali turysta i zdziwiony rzekl:
- Prorok jaki, czy co?
- Baco, czym zabiliscie sasiada?
- A synecka, Wysoki Sadzie...
- Wieprzowa, czy wolowa?
- Kolejowa...
Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi.
- Baco, drzwi w domu nie macie?!!! - Krzyczy na niego sprzedawczyni.
- Mom, i taka cholere jak wy, tyz mom!
Policjant zatrzymuje bace jadacego furmanka.
- Baco, co wieziecie?
Baca nachyla sie i szepcze:
- Siano.
- Czemu tak cicho mowicie?
- ?eby kon nie uslyszal!
Sasiad mowi do bacy:
- Baco, tam za stodola, na waszych deskach, chlopaki gwalca wasza corke!
Baca przerazony biegnie natychmiast za stodole, po chwili wraca usmiechniety i mowi:
- Aaaaa... wiedziolem, ze zartowoles, to wcale nie moje deski.
Baca przyjechal do Warszawy. Mysli sobie: "psejode sie tromwojem". Idzie do kiosku i mowi:
- Poprosze bilet na tromwoj. Miysce konicnie sidzonce!
Pytaja bace:
- Czy te trzy dziewczynki sa twoimi corkami?
Baca:
- No.
- Ale one urodzily sie tego samego dnia?!
- No...
- ... w odstepach pietnastominutowych!!!
- No to co?! Jo mom rower...
- Wojtek, wyscie taki madrala, wsytko prawie wiycie, to powiydzcie wiela jest prowd?
Gazda na to:
- Jo znom jino trzy. Piyrso to swiynto prowda, drugo tyz prowda, i trzecio gowno prowda.
Siedzi baca na drzewie i spiewa. Przechodzi turysta.
- Baco, spadniecie, na drzewie sie nie spiewa.
- Nie spadne.
Za godzine wraca turysta, patrzy, a pod drzewem lezy baca.
- A mowilem wam, baco - nie spiewa sie na drzewie.
- ?piwo sie, spiwo, ino sie nie tancy.
Baca lapie okazje na drodze, wreszcie udaje mu sie zlapac przejezdzajacego Mercedesa. Wsiada i jada, ale po kilku kilometrach jakos tak nudno sie zrobilo, wiec baca sie pyta:
- A co to panocku, za znacek z psodu?
- To? - mowi kierowca pokazujac na znaczek mercedesa - to taki celownik, jak kogos zlapie w ten celownik, to juz na pewno trafie.
- Aha.
Po kilku kilometrach patrza, a tu droga jedzie jakis facet na rowerze. Baca mowi:
- A wezcie, panocku, tego clowieka w ten celownik...
Kierowca skrecil i faktycznie rowerzysta znalazl sie "w celowniku", ale poniewaz kierowca nie chcial isc do wiezienia, to w ostatniej chwili skrecil, aby nie trafic rowerzysty, chwile potem baca sie odzywa:
- Iiiii, kiepski ten panski celownik, gdybym nie roztworzyl drzwi to bysmy go w ogole nie trafili.
Spotyka sie w knajpie dwoch gorali, a poniewaz jeden z nich niedawno sie oznil, to drugi pyta sie go jak mu poszlo w noc poslubna.
- Ano, Stasiu, normalnie. Jak weszlismy do sypialni to sie rozebralem, zby se psiakrew nie pomyslala, z sie jej wstydze. Potem dalem jej w gebe, zby sobie nie pomyslala, z jej sie boje. Na sam koniec sam sie zaspokoilem, zby se psiakrew nie pomyslala, z jej potrzebuje.
Turysta do bacy:
- Ile kosztuje ten pies??
- Sto milionow.
- Przeciez nikt go nie kupi.
Po pewnym czasie turysta do bacy:
- Sprzedaliscie psa??
- Tak. Za dwa koty po 50 milionow...
- Baco, co robicie?
- Uwozom!
- Na co?
- Cobyk nie spod!
Na ostry dyzur przywoza gorala ciezko pobitego, a ten na noszach zwija sie ze smiechu. Lekarz pyta:
- I z czego sie pan tak smieje? Szczeka zlamana, cztery zbra tez, oko wybite?
Goral na to:
- Ja to nic, ale Jontek ma dzisiaj noc poslubna, a ja mam jego jaja w kieszeni!
| 1 | 2 | 3 | 4 |
