czytasz dowcip o id: 4716
Rok 1946.
Powraca z Anglii do rodzinnego Lubartowa Polak, zdemobilizowany oficer RAF-u. Z rodziny jego nie wielu zostalo ktorych odszukal. Przyszedl czas na przyjaciol. Rozpoczal od Izaaka, syna najlepszego piekarza w miasteczku, z ktorym sie przyjaznil juz od piaskownicy i ktory przed sama wojna przejal po ojcu zaklad. Z jego domu pozostal tylko komin. Ale jest jeszcze nadzieja. Piekarnia w centrum... JEST, chociaz prawie w ruinie. Pozostal nienaruszony sklepik. Z niepokojem zblizal sie coraz wolniej do wystawy. Z przerazniem odczytal slowa z kartki umieszczonej w witrynie - "ZAMKNIETE Z POWODU ?MIERCI". Opadly mu rece. Poczul, z ktos za nim stanal. Odwrocil sie. Uniosl ramiona. Przygarnal go z calej sily.
- Izaak, to ty zyjesz - wyjakal.
- ?yje - odpowiedzial Izaak.
- Wiec kto umarl ?
- KLIENTELA - wyszeptal Izaak.
powrocik
