kategoria: Szmonces (60)
Chodzacy rozum
- Powiedz mi, gdzie siedzi rozum? - pyta nauczyciel malego Laiba.
- On wcale nie siedzi - odpowiada rezolutnie uczen.
- No to gdzie jest? - dziwi sie nauczyciel.
- On chodzi za interesami - tlumaczy Laib.
- Za interesami? Dlaczego?
- Bo jak by on tylko siedzial, to on by nie byl zaden rozum - wyjasnia maly filozof.
Salcia na lozu smierci zwraca sie do meza!
- Mojsze, obiecaj mi, z jak ja umre, to na moj pogrzeb pojdziesz pod reke z moja mama.
- No skoro taka jest ostatnia Twoja wola, to zrobie to, ale musisz wiedziec moja droga Salciu, z przez to to ja radosci z tego pogrzebu miec nie bede.
Amerykanski bankier, Weintraub pragnac wydac za maz swoja nie pierwszej juz mlodosci corke, mowi do niej:
- Rachel, kiedy dzis wieczorem przyjdzie Aaron, usiadz przy sejfie z pieniedzmi. Na jego tle wygladasz o wiele mlodziej.
W restauracji, w wielkim przemyslowym miescie, toczy sie w zydowskim towarzystwie dyskusja na temat malznstwa.
- Malznstwo to instytucja zdrowotna - mowi lekarz.
- Malznstwo to mniejsze zlo - zauwaza prawnik.
Mlody student twierdzi z zachwytem:
- Malznstwo to przeciez spokojna przystan, na ktorej spotykaja sie dwa okrety.
Milczacy dotychczas szef restauracji wzdycha gleboko:
- Niestety, niektorzy natkneli sie na okret wojenny!
Na dworcu w Warszawie spotykaja sie dwaj konkurujacy ze soba zydowscy handlarze drewnem.
- Gdzie jedziesz?
- Do ?odzi
- Jak mowisz, z do ?odzi, to znaczy z do Lwowa. Przypadkiem wiem jednak, z faktycznie jedziesz do ?odzi. Pytam sie wiec ciebie: Po co klamiesz?
Spotykaja sie dwaj starsi Zydzi
- Mosze Nissenbaum umarl. Idziesz na pogrzeb?
- Czemu mam isc? On na moj przyjdzie??
Chaim Kohn patrzac na obraz "?wieta rodzina":
- Dachu nad glowa nima, lozk nima, na pieluchy nima, ale sie przez Siemiradzkiego dac namalowac - jest!!
Pewien stary zydowski swat zapoznal kiedys mlodego czlowieka z wielce urodziwa panna, ktora to panna bardzo mu sie spodobala.
Mlody zaprosil ja wiec do kawiarni, a potem do teatru. Na drugi dzien rano ktorys z przyjaciol zapytal go, kim jest dla niego owa niewiasta, z ktora widziano go poprzedniego wieczora.
Mlody czlowiek oswiadczyl z duma, z jest to jego narzeczona. Jego przyjaciel zaczal sie smiac, z chyba zwariowal, albowiem z owa niewiasta zylo juz pol miasta.
Zrozpaczony mlody czlowiek udal sie z pretensjami do swata.
Swat wysluchal go uwaznie, po czym - wcale nie zbity z pantalyku - stwierdzil autorytatywnie: "Tyz mi miasto! Tylko piec tysiecy mieszkancow".
Nauczyciel wezwal Szwarcmanowa do szkoly i mowi do niej:
- Pani Szwarcmanowa ten pani Mosze, to strasznie brudny jest...
- Jaki on brudny? Sama go mylam.
Nauczyciel wzial chusteczke, skropil woda kolonska i przetarl nia szyje Moszka.
Chusteczka zrobila sie szara od brudu.
- No i co, pani Szwarcmanowa?
- Phy, chimicznie to kazdy potrafi!...
Pewnego razu, w przedwojennej Warszawie zdarzylo sie, z poklocili sie ze soba dwaj ?ydzi - pan Katz z panem Rosenkrantzem. Poklocili sie oni tak bardzo, z sprawa znalazla swoj final w sadzie. Tenz sad po rozprawie wydal werdykt przyznajacy racje panu Rosenkrantzowi. Orzeczono kare - pan Katz mial przeprosic publicznie pana Rosenkrantza. Publiczne przeprosiny mialy odbyc sie w mieszkaniu tego drugiego.
W umowiony dzien zebrali sie swiadkowie w mieszkaniu Rosenkrantza. Wszyscy, wlacznie z gospodarzem czekaja niecierpliwie na przybycie Katza i zloznie przezen oficjalnych przeprosin. Wreszcie jest! Pukanie do drzwi, otwiera je Rosenkrantz, za drzwiami stoi Katz i tak oto mowi:
- Dzien dobry szanownemu panu. Czy tutaj mieszka krawiec Goldberg?
- Nie! Goldberg mieszka pietro wyzj
- Aaaaa, to ja Pana w takim razie bardzo przepraszam!!!
Dwoch ?ydow umawia sie na spotkanie.
- A wiec spotkamy sie jutro?
- Tak.
- Gdzie?
- Gdzie chcesz.
- O ktorej godzinie?
- Obojetne.
- Dobrze. Tylko ja cie bardzo prosze: badz punktualny!
Icek i Zbyszek ida na obiad. Z daleka zobaczyli z na stole czekaja na nich dwie nierowne porcje. Zaczeli wiec biec. Icek byl szybszy i bec zlapal wiekszy talez. Zadyszany Zbyszek podbiega i zaczyna swoje.
- Icek ale wy Zydzi to pazerna nacja i jaka nie wychowana. Tak sie przeciez nie robi. Zabrales wiekszy talez.
- Tak? A jak ty bys byl pierwszy, to jaki bys wzial?
- Jak to, jaki? Mniejszy.
- No to przeciez masz. O co ci chodzi?
Staremu ?ydowi Saulowi przyszlo umierac. ?al mu bylo wielce zostawiac na swiecie malego jeszcze syna,
ktory dopiero co nauczyl sie chodzic. Saul poslal wiec po rabina, a kiedy ten przyszedl, pozalil mu sie na swoj los:
- Rabbi, umre i nawet nie bede wiedzial na kogo wyrosnie moj syn.
Rabin na to:
- Jest na to rada, panie Saul. Poloz pan na stoliku w pustym pokoju butelke wodki, pieniadze i Tore.
Wpusc syna do pokoju i bacz uwaznie, czego sie dotknie. Jesli wodki, znaczy wyrosnie na hulake i pijaka.
Jezli pieniedzy - wyrosnie na czlowieka z glowa do interesu i majatku sie dorobi.
Jezli zas wezmie Tore - na meza bogobojnego i swietego sie zapowiada.
Saul uczynil wszystko wedlug slow rabina. Chlopczyk wszedl do pokoju i zgarnal wszystkie trzy rzeczy na raz w swoje objecia.
Zafrasowany Saul poslal znowu po rabina. Kiedy ten nadszedl Saul opowiedzial mu wszysto i zapytal:
- Co ty na to, rebe? Na kogo wyrosnie moj syn, skoro dotknal sie i wodki i pieniedzy i Tory?
Rabin na to:
- Aj waj, to z niego na pewno bedzie katolicki ksiadz!!
Idzie ?oltko ulica szukajac zakladu zegramistrzowskiego. Nagle patrzy: sporej wielkosci budynek z wywieszonym ogromnym zegarem w witrynie. Wchodzi, podchodzi do faceta stojacego za lada i mowi:
- Dzien dobry.
- Dzien dobry.
- Chcialbym zreperowac zegarek.
- A co mnie to obchodzi?
- To nie jest zaklad zegarmistrzowski?
- Nie. To jest burdel.
- To czemu pan wywiesil zegar w witrynie?
- A co mialem wywiesic?
Przychodzi do spowiedzi bardzo zawstydzony facet:
- Prosze ksiedza, oszukalem ?yda, czy to grzech?
- Nie, synu, to cud.
Wchodzi staruszek do konfesjonalu i nawija:
- Mam 92 lata. Mam wspaniala zone, ktora ma 70 lat. Mam dzieci, wnuki i prawnuki. Wczoraj podwozilem samochodem trzy nastolatki, zatrzymalismy sie w motelu i uprawialem seks z wszystkimi trzema...
- Czy zalujesz, synu, tego grzechu?
- Jakiego grzechu?
- Co z ciebie za katolik?
- Jestem zydem...
- To czemu mi to wszystko opowiadasz?
- Wszystkim opowiadam!
Oznil sie mlody ?yd. Po nocy poslubnej przychodzi do rabina i mowi:
- Rabbi, nie wchodzi.
- A maslil Ty? - pyta zafrasowany rabin.
- Nie maslil.
- Tu czym predzej namaslij!
Na drugi dzien ?yd ponownie przychodzi do rabina i mowi:
- Rabbi, nie wchodzi!
- A maslil Ty?
- Maslil!
- A smalczil Ty?
- Nie smalczil.
- To nasmalczij!
Przychodzi na trzeci dzien i mowi:
- Rabbi, nie wchodzi!
- A maslil Ty?
- Maslil!
- A smalczil Ty?
- Smalczil!
- A do szklanki z olejem Ty wkladal?
- Nie wkladal.
- To wloz!!
W koncu przychodzi na czwarty dzien i mowi:
- Rabbi, nie wchodzi!!!
- A maslil Ty?
- Maslil!
- A smalczil Ty?
- Smalczil!
- A do szklanki z olejem Ty wkladal?
- Nie wchodzi!
- Rebe, czy ?yd moz sie ogolic?
- Nie, synu. Talmud mowi, z nie wolno dotykac skory ludzkiej ostrzem.
- To czemu ty Rebe jestes ogolony?
- Widzisz, synu, ja sie o to nikogo nie pytalem.
Dawno temu rosyjski ?yd odwiedzil swoja rodzine w Izraelu. Przed powrotem do do Krainy Sierpa i Mlota umowil sie z nimi, z listy pisane przez niego niebieskim atramentem beda oznaczaly, z wszystko w porzadku, a te pisane zielonym oznaczac beda, z ma problemy lecz boi sie o nich pisac.
Pierwszy list przychodzi do Izraela juz po paru tygodniach i jest napisany ... niebieskim atramentem. Pierwsze zdanie brzmi:
"- ?yje sie tu wspaniale, niczego nam nie brakuje i wszystko mozna kupic. No moz za wyjatkiem zielonego atramentu..."
- Panie Lippa! - oburza sie bankier. - Jak pan smie oswiadczac sie mojej corce?! Pan nie masz ani interesu, ani pieniedzy,ani nawet posady!
- Tak... ale mam widoki...
- Co? Widoki? W takim razie panu potrzebna lornetka, a nie moja corka!
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
